18 grudnia 2012

O kurach, krowie i żółtym kombajnie

Oto drugie wcielenie wieszaczka... 20%lepsze... będzie jeszcze leprze gdy zawiśnie na ścianie... a maksimum świetności osiągnie gdy zostanie zainstalowany w moim domu... własnym, który notabene  znów mi się dziś śnił...


Śniło mi się, że miałam wyprowadzić kury (przeszła mi we śnie myśl, że to raczej gęsi się pasało ale nie zamierzałam się sprzeczaś) i krowę na pastwisko.... Wszystko niestety wyglądało na stan ruderalny... obecny...Ś.p. dziadek ze ś.p.  babcią krzątali się po podwórku. Wzięłam gałązkę w rękę i zaczęłam zaganiać  kury żeby krowa ich nie podeptała. Nagle z dachu osypała się na biegnącą w moim kierunku krowę sterta patyków, piachu, węgla, trocin, mchu i tym podobne rzeczy a ta zapadła w niespodziewany letarg. Tak jak moja świnka morska zagrzebywała się w trociny i zapadała w swój przedziwny sen z otwartymi oczami. Na ten widok powiedziałam "o! siedzi sobie" i przeszłam obok.
 Wyszłam za stodołę a tam zaskoczył mnie widok ogromnego bajora... zaczynało się tuż za płotem i kończyło kilkadziesiąt metrów dalej... Na horyzoncie zaś żółty kombajn kosił pole... Widok nieprawdopodobny... męczący. A ja w moich cudownych kaloszach postanowiłam zbadać głębokość owego bajora. Na szczęście mąż, który z resztą stał tuż obok mnie w moim śnie, obudził mnie już na kawę...

3 komentarze:

  1. Hehe fajny sen:) szkoda że ja takich nie mam,ja ciągle uciekam... ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. niezły sen. a jak by zamiast żółtości była makowa panienka? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny sen, bo taki lekki:), ja miewam męczące sny:(. A wieszaczek ma fajne ozdóbki!
    buziaki:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!