21 grudnia 2018

Champion Miś. Misiowa liga



Na początku grudnia tknęło mnie. Przypomniały mi się nagle wszystkie szyjątka jakich dokonałam przez ostatnie już osiem lat (bo osiem lat temu właśnie pierwszy raz zasiadłam do maszyny instruowana telefonicznie przez mamę jak się w ogóle do tego zabrać). Umiejętność szycia była moim marzeniem już w dzieciństwie. Musiałam o tym truć rodzicom bo kiedyś dostałam nawet zabawkową maszynę do szycia i rodzice wszystkich pragnących szyć dzieci nie róbcie tego swoim dzieciom! Nie kupujcie swoim pociechom zabawkowych maszyn bo więcej naprują sobie nerwów przy szyciu takim sprzętem niż można sobie wyobrazić (chyba, że zabawą jest samo napędzanie igły i przesuwanie się materiału przez "maszynę"). W dzisiejszych czasach mamy dostępność amatorskich maszyn, które prawdziwie szyją, którymi z powodzeniem można szyć ubrania, zabawki i domowe gadżety. Mamy portale gdzie można nabyć taniej używany sprzęt za niską cenę, często cenę zbliżoną do ceny zabawki, która maszyną nie jest bo jest zabawką.






Ja chciałam szyć a tylko się zniechęciłam na lata myślą, że to nie dla mnie...
...ale nie żałuje. Dziś z pełną świadomością swojego pragnienia wymyślam i spełniam nowe natchnienia i jest to dla mnie przyjemnością a nie przymusem. Kiedyś na jakimś forum przeczytałam wypowiedź dziewczyny po "odzieżówce", że nienawidzi szyć a niczego innego się w życiu nie nauczyła. Szyje z przymusu a przecież w młodości chodziło jej tylko o umiejętność szycia sobie ubrań bo uwielbia nowe ciuszki. Ja na szczęście robię to z pełną satysfakcją.
Większość rzeczy jakie uszyłam w życiu to zabawki. Inspiracją są moje dzieci, które nagle zaczęły dorastać a wizja zakończenia rozdziału z szyciem dla nich zabawek przerażała mnie widząc porzucone, zapomniane szyjątka jakie poczyniłam dla nich. Z odsieczą przybyła Łucja i niby kamień z serca lecz jednak... Przez ponad dwa lata jej życia nie uszyłam żadnej zabawki... dziś biję się w chrapy i błąd swój niezwłocznie naprawiam.
W ten oto sposób powstał miś. Miś uszyty z filcu, który jak głosi metka, wykonany jest ze zrecyklingowanych butelek! Niczego mu to nie ujmuje, wręcz dodaje chwały, a miś jest miły w dotyku i choć mocno napakowany wypełnieniem, miękki. Jego pyszczek to ukłuta, ufilcowana na sucho rzeźba i w sumie cały pomysł zaczął się od niego właśnie. Pokryty z tyłu haftowanym futrem. Brzuszek i łapki nafilcowane. Bardzo dopracowany powstawał w sumie kilka dni a Łucja choć mała swój rozumek ma i gdy tylko zmiarkowała się, że szykuje się miś skakała mi przy kolanie a parę razy nawet próbowała gwizdnąć misiową skórkę do zabawy. 


Jestem dumna ze swojej pracy. Kawał dobrej roboty i mówię to z pełną świadomością jakości wykonania a skromność musi poczekać. Dostałam już od dzieci zamówienie na rodzeństwo dla misia Łucji =) już mi błyszczą oczy.


A jeśli chodzi o nowe rodzeństwo i inspirację to tworzenia: braciszek przybędzie 6 lutego. Cesarskie cięcie zaplanowane i umówione już w szpitalu. I o ile nie mogę się doczekać o tyle jestem przerażona wizją rekonwalescencji.

Pozdrawiam ciepło :)

Ps: nie ma to jak naturalne kosmetyki ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!