8 maja 2016

Moje grządki w owocowym sadzie

Od razu wyjaśnię, że nadal nie posiadam wymarzonego ogrodu czy choćby ogródeczka. Póki co ziemię uprawiam tylko w doniczkach i mimo, że posiadam zagon zawilców na własnym gruncie nie mam możliwości władania zielenią na tym terenie. Natura rządzi się tam sama a czas i próchnica wpuściła dziki na podwórko. Ale teraz jeszcze nie o tym. 


Na moim kuchennym parapecie posiadam kosz owocowych dobrodziejstw i zagon bazylii wysianej w lutym. Ponad to wzeszła mięta i oregano a nawet lawenda zaszczyciła mnie dziś widokiem swoich liścieni. Szczypiorek tylko jakiś osowiały a mówią, że zwykle bywa dowcipny na wiosnę: ledwo dwa nasionka wykiełkowały. W planach jeszcze majeranek i rozmaryn. W zeszłym roku miałam nawet własnego pomidorka koktajlowego. Niestety moją uprawę ograniczam do kuchennego parapetu gdyż nawet balkonu nie posiadam. Etykietki chodziły za mną długo ale ja zawsze pragmatyczna minimalistka odpowiadałam "po co? przecież wiem co mam w doniczkach". Skusiła mnie sklejkowa skrzyneczka, po zakupionych owocach i tablicowa farba, która czekała nie mało na swoją kolej.  Do tego drewniany, bieliźniany spinacz i gotowe. Nie bolało. Mam czego chciałam. 

Całość kompozycji dopełnia wydziergany szydełkiem koszyk na owoce w kolorze (chciałoby się rzec jabłko-mięta), w kolorze beżowo-miętowym. 




A tymczasem będzie sok pomarańczowy ze świeżych owoców... cud natury wyciśnięty przez cud techniki. 

Dobrej Niedzieli Wam Życzę :)

3 komentarze:

  1. Nie ma większej frajdy, niż przydomowy ogródek, nawet jeśli przydomowy=parapetowy:D nigdy nie bylam z tych zielonopalczastych. Ale aktualnie, jako szczęśliwa posiadaczka parapetu sztuk 1 i małego balkonu (sztuk tyle samo), wciąż nie mogę nazachwycać się tym cudem, że jednego dnia wrzucam paprochy w błoto, a jakiś czas później wyrasta mi z tego roślinka i nawet można ją zjeść :D (ta ostatnia część cieszy mnie chyba najbardziej:p)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obserwowanie jak wschodzą roślinko posiane przez nas samych to duża frajda- no i ileż satysfakcji jeżeli wszystko ładnie wyrośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ola pożycz trochę tej motywacji do takiego warzywnika! Marzy mi się od bardzo, bardzo dawna a nawet jednego kroczku w tym kierunku nie zrobiłam... wstyd i hańba! Niech urok Twojego zielonego zakątka będzie dla mnie inspiracją i motywacją :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!