3 lutego 2015

Historia pewnego Jegołosia


Pan Łoś trafił do nas przed wigilią już ponad sześć lat temu. Skrywał się w zgrzewce pepsi pomiędzy butelkami. Chwilę po tym urodził się Antoś. Antoś urósł. Urodziła się Estera. Antoś i Esterka rośli. Dzieci bawiły się w swoim pokoju. To było jakieś dwa lata temu. Normalny krajobraz zabawy. Rozrzucone klocki, domek dla lalek, autka, przytulanki, grzechotki a pośród nich, pomijana reklamowa maskotka pepsi sprzed paru lat. Zabawa Esterki przetaczała się ponad twórczym chaosem zabawy, Antoś budował wieżę z klocków aby ją zaraz zburzyć, gdy nagle jakby spotkali się "ach to Ty!". Łoś przypasował do dziecięcej rączki i pozostali przyjaciółmi. To jest właśnie ta zabawka, która była z nami w najróżniejszych miejscach: w Niemczech, nad jeziorami, nad morzem, na wsi w mieście, na plaży, na trawniku, w lesie. Przespała przygnieciona Esterki ciepłym brzuszkiem setki nocy, setki razy ginęła i była poszukiwana ze łzami, setki razy czekała aż Esterka zje obiad, myła razem z nią zęby a nawet ma swoją własną szczoteczkę. Kiedyś,  w czasach gdy Estera jeszcze nie wiedziała jaka jest różnica pomiędzy osłem a łosiem a wiedziała już, że takie zwierzęta istnieją był nazywany Łosiołem. Potem już był tylko Łoś. Łosiek. Tatą Łosia w większości zabaw jest Smok, którego uszyłam Antosiowi gdy Esterka miała jakieś trzy miesiące, mamą jest bocian z Atlasu.
To jest przyjaźń :)
Teraz Łoś doczekał się własnej garderoby w postaci sweterka na drutach ;) 


8 komentarzy:

  1. Cudny sweterek dla ukochanego Łosia :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna historia kazdy ma swojego "łosia" moja córka miała misia koale

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie sposób się nie uśmiechnąć do Twoich słów:))) U nas od dwóch lat prym wiedzie Michał, ukochany miś mojej Młodszej, najpierw jeździł z nami wszędzie, ale gdy kilka razy zgubił się, a przecież nie można zasnąć bez Michała, postanowiliśmy trzymać go tylko w jednym pokoju(prawie jak więzienie) Młodsza sama pilnuje by Michał nie opuszczał strefy łóżkowej , a nie daj panie w nocy spadnie za łóżko , nie ma zmiłuj, trzeba szurać łóżkiem i wyciągać miśka z najciemniejszego kąta:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajna historia Łosioła :) a sweterek jest przesłodki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. .. przypomniał mi się ukochany misiek mojego A.... wszędzie go ze sobą zabierał, no i oczywiście służył co nc za podusię :) ...
    jakież uczucie maluje się na tej przecudnej buźce Esterki :):):) aż oczu oderwać nie sposób .. ***

    OdpowiedzUsuń
  6. To teraz jeszcze szaliczek i czapeczka i Pan Łosioł będzie w pełni przygotowany na zimę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Łoś - super ktoś normalnie ;) Mój Młody ma dwie takie ukochane przytulanki - Wełenkę (mała owieczka) i Króla Juliana, ale uwaga - jest nim najbardziej popularny misiaczek z Ikea z serduszkiem. Chyba też przydałyby się im sweterki...

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak niektórzy tak mają, że dziergają sweterki w takich rozmiarach:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!