19 sierpnia 2016

cichy kąt


Oto mój kąt. Przez te wszystkie lata twórczości nagromadziłam masę tworzywa i narzędzi. Tu na zdjęciu widzimy raptem 1/4 tego co jest w moim posiadaniu. Oczywiście rzeczy najważniejsze czyli maszyny. Ostatnio dorobiłam się prywatnego stołu. Właściwie w spadku po babci/dziadku. Nareszcie nie dzielę terytorium szycia z ciastem na pizze albo miską płatków z mlekiem. Nareszcie nie muszę targać maszyny za każdym razem gdy tylko mam ochotę zszyć choćby dwa kawałki tkaniny. Stoją jedna obok drugiej, dosłownie ramię w ramię i czekają cicho na użycie. Ja tymczasem działam znienacka. Niby miałam plan działania. Priorytety i prioryteciki. Póki co działam frywolnie. Czasem coś zszyję lub choćby wytnę by czekało lepszych dni. Czasem pomacham szydełkiem. Czasem tylko pogłaszczę tkaniny, poprzekładam. Wezmę pod słońce. Pogrzebię palcem w pudełeczku z koralikami lub dopasuję kolory włóczek. Pomysłów mrowie. Planów cała lista. Czas ucieka. Tylko anioł długo czekać nie będzie. Temu prędko zmaluję skrzydła by mógł polecieć pilnować pewnych owiec. 


4 komentarze:

  1. To Ci zazdroszcze. Ja nie moge wystawic maszyny i juz. Za kazdym razem czekam na oazje i dopiero wywlekam ja na chwile z szafy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sześć lat czekałam na ten kącik. Może Ty się doczekasz :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj marzy mi sie jakis kat w piwnicy gdzie sie zaszyje nie bede musiala sprzatac za kazdym razme itd :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!