25 kwietnia 2016

Co tam kiedyś nasmerfowałam

 Ponieważ mam kilka rzeczy do pokazania (żeby nie było: natury nie zmieniłam) postanowiłam działać z grubsza chronologicznie. Na początek rzecz, którą zrobiłam na przełomie maja i czerwca. 




Koszulka dla pięciolatki na smerfne urodziny. Zwróćcie uwagę na smerfną sukieneczkę w 3D. Kiecka odstaje od koszulki a jak się zajrzy pod spódniczkę: nie ma lipy: Smerfetka nosi bieliznę ;) Niestety akurat to zdjęcie przepadło więc pozostaje Wam wierzyć na słowo. 
Smerf namalowany farbami do tkanin, do tego błyskotki, dżety i cekiny. Dziewczynki lubią błyszczeć.
Niestety szyjąc takie tkaniny odczuwam potrzebę zakupienia owerloka. Moje nerwy szaleją przy trzecim podknięciu mojego Łucznika. Miałam okazję do tej pory skosztować szycia owerlokiem Toyoty i mimo, że nie był to sprzęt wyjątkowo wysokich lotów, natychmiast odczułam różnicę szwu owerlokowego w zwykłej maszynie a szyciu owerlokiem przez prawdziwie okrągłe "o".

Pozdrawiam Was i dziękuję za komentarze pod moim poprzednim postem. Strasznie się cieszę, że znów tu jestem :)

5 komentarzy:

  1. La la lala la la taka Smerfna koszulka 😃

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że wróciłaś :)
    Smerfetka szałowa !

    OdpowiedzUsuń
  3. W pierwszej chwili, patrząc na miniaturkę, myslalam, że to naprasowanka... Smerfetka jak żywa, kiecka bajerancka, cekiny szykowne. Jak by powiedziała chrześnica mojego lepszego pół (lat 6): dziewczyny w przedszkolu dostaną szału!

    A owerloka polecam ogromnie. Kupiłam kiedyś na mega promocji w lidlu za jakieś 320zl, potem ponad dwa lata podchodziłam do niego jak pies do jeża, a teraz nie wyobrażam sobie mojego krawieckiego życia bez niego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W pierwszej chwili, patrząc na miniaturkę, myslalam, że to naprasowanka... Smerfetka jak żywa, kiecka bajerancka, cekiny szykowne. Jak by powiedziała chrześnica mojego lepszego pół (lat 6): dziewczyny w przedszkolu dostaną szału!

    A owerloka polecam ogromnie. Kupiłam kiedyś na mega promocji w lidlu za jakieś 320zl, potem ponad dwa lata podchodziłam do niego jak pies do jeża, a teraz nie wyobrażam sobie mojego krawieckiego życia bez niego ;)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!