15 stycznia 2015

Sposób na lego


 Znacie stopniowanie poziomów bólu? Są cztery:
- słaby
- średni
- silny
- i... klocek lego
Lego towarzyszy mi od najmłodszych lat dziecięcych i mimo iż właściwie brat był ich kolekcjonerem wybawiłam się nimi nie mało. Lego to zmora wszystkich babć pragnących zaszaleć na zakupach przed świętami czy urodzinami wnusia. Prawdopodobnie ta nazwa odbija się traumatycznym echem w zszarganej pamięci wszystkich babć, które pragnęły kupić dziecku zabawkę a na pytanie co byś chciał dostać słyszała po raz nasty czy enty "lego" . Teraz i my, rodzice, padliśmy ofiarą tej pochłaniającej maluchy i dzieci starsze, bestii lecz znajdujemy się w sytuacji znacznie gorszej od babć gdyż konieczność posprzątania chaotycznej przestrzeni placu budowy lego spada na nas. I nie pomaga zwijanie dywanu tworzącego tubę, z której to plastikową materię można beztrosko przesypać do pudełka ponieważ część klocków przeturlało się w trakcie dynamicznego aktu twórczego na podłogę pokrytą śliskimi panelami. I nie pomaga zgarnianie na kupę wszystkich elementów bo próby zbierania garściami w takich warunkach zawodzą a klocki rozpierzchają się przejmując energię kinetyczną zamaszystych, zdesperowanych rąk zbieracza. W takim momencie należy się uzbroić w cierpliwość i uruchomić w swych dłoniach umiejętności motoryki małej i klocuszek po klocuszku zbierać zawartość skrupulatnie kolekcjonowanych przez malca zestawów. Niektórzy desperacji próbują pomagać sobie szufelką i szczotką, niektórzy nawet zakupili komplet specjalnie z myślą iż dziecko samo będzie po sobie sprzątało bawiąc się jednocześnie w sprzątanie właśnie. Wszystko jednak na marne gdyż klocki nadal uciekają we wszystkich kierunkach, wpadając pod meble i wsuwając się pod dywan. Na szczęście z pomocą przybywa pierwiastek ludzkiego geniuszu i jak to mawiają "potrzeba matką wynalazku". Dobry mąż widząc utrudzoną codzienną zbieraniną żonę-matkę budowniczych lego, napotykając w necie inspiracje przesyła potajemnie link do grafiki. Informację odczytuję bezbłędnie: po co się męczyć. Worek zamieniający się w kocyk, powstał po dłuższym czasie oczekiwań a jego pojawienie się w domu rozpoczęło nową erę w domowych porządkach. Nie powstrzymuje jednak dynamiki budowy i zdarza się mimo wszystko, że coś ucieknie poza obręb wyznaczonej przestrzeni placu budowy.


Rozłożony ma 130cm średnicy, złożony analogicznie mniej i waży dobre 3-4kg. Uszyty z polaru, pod spodem tafta do złudzenia przypominająca worek na śmieci. Taka niefortunna decyzja acz nie raz straszyłam, że wyrzucę jak nie posprzątają tego same ;)



6 komentarzy:

  1. No proszę jakie pomysłowe-kocyk ,który staje się workiem! No i można bez problemu na dwór taki kocyk zabrać i rozłożyć,jak już będzie ciepło :)
    Zapraszam do mnie po nominację :))
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam jak nigdy nie chciało mi się sprzątać klocków a że mama nie sprzątała za mnie to zawsze na jakiegoś stanęłam... i od razu sprzatałam ;) Świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile moja rodzicielka dałaby za takie cudo te naście lat temu!

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak... Trzeba będzie uszyć, bo mam czasem po dziurki w nosie. Tylko z ekspresją budowania Młodego, to chyba minimum 2 metry średnicy będzie trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  5. ... pomysłowe rozwiązanie ... szkoda, tylko, że moje dziecię już wyrosło z zabawek :) ... ale może kiedyś babcią będąc ..... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuuper :D W pierwszej chwili myślałam, że to dmuchany basen, tylko nienadmuchany i z kocem w środku. Ale worek to zdecydowanie lepszy patent!
    U nas w takim małym dmuchańcu było wszystko, dopóki się mieściło... ;)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!