1 grudnia 2011

Wieści z frontu

Nadal walczymy. Z materią, prowizorką i przyzwyczajeniami. Póki co w mojej twórczości nie dzieje się nic bądź prawie nic. Próbuję przywyknąć do zaistniałej sytuacji i przede wszystkim żyć. Żyć oszczędniej i wykorzystywać  zdobyte wcześniej materiały i doświadczenie. Moje dokształcanie w dziedzinach rękodzieła zastygło w bezruchu z powodu ograniczonego dostępu do internetu i publikacji. Najbliższy darmowy internet jakieś dziesięć minut drogi samochodem. Na prywatny internet chwilowo nas nie stać. Zobaczymy co się będzie działo. A tymczasem w mojej głowie miliard pomysłów i szum spowodowany przemęczeniem i bezsennością. Magnez... magnez dwa razy dziennie. I lecytyna...
Przeprowadzka w toku. Podobnie jak przeróbki kuchenne i aranżacja pokoju dzieci. Chwilowo więcej szczegółów nie zdradzę bo i nie ma czego zdradzać. Z dzieciakami chodzę na spacerki na stację kolejową oglądać pociągi i już nie mogę się doczekać kiedy będziemy mieli chwilę żeby wybrać się, którymś ze składów do centrum Warszawy, pod którą teraz notabene zamieszkaliśmy. Aż chciało by się rzec "kto by pomyślał". Tak jak nigdy nie sądziłam, że wrócę do mojej miejscowości skąd pochodzę tak nigdy nie sądziłam, że na powrót zamieszkamy w obrębie stolicy skąd wynieśliśmy się dwa lata temu. Już bardziej prawdopodobne wydało mi zamieszkać w Radomiu (Boże strzeż!). Tymczasem piszę ze starych śmieci i za moment pakujemy niedobitki owych śmieci i zabieramy na nowe miejsce gdzie nowe śmieci nabiorą historii...

Pozdrawiam wszystkich słonecznie :)

2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki, abyście szybko doszli do normalności, pokochali nowe miejsce, przyzwyczaili się do zmiany i żebyście mieli czas na hobby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech ci się dobrze a bezproblemowo przeprowadza :) trzymam kciuki, abyście się z tym szybko uwinęli ^^

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!