20 września 2011

Nietypowy gość



Pomyślicie mysz. Leśna bądź polna. Tak, mysz. I zdarza się przecież, że wchodzą do domu.
Zgadnijcie moje zdziwienie widząc o drugiej w nocy brata siedzącego na podłodze z pudełkiem po butach w rękach, w specyficznie przyczajonej pozie.
-Zgadnij co tam siedzi- powiedział wskazując ukradkiem kąt pełny rupieci. Zadrżałam. Moje myśli potoczyły się w najbardziej przerażającym dla mnie kierunku. W kierunku pająków. "Pająk-gigant z nadnaturalnie przerośniętymi szczękoczułkami?" pomyślałam. Nie powiedziałam tego by nie kusić losu. Brat nie czekając półszeptem przyśpieszył bieg wydarzeń- Myszka. Taka mała.
-Żartujesz, że tam siedzi mysza... - Ręce mi opadły. Ale przecież to się zdarza, że myszy wchodzą do domu... Tylko pytanie jak często odwiedzają mieszkania w bloku i to w cale nie na parterze? Oby jak najrzadziej.
Humanitarne polowania na pudełko z podpórką na przynęcie trwało dwie noce. Dwie noce na każdą myśl o myszce wstawałam zobaczyć czy pułapka coś zawiera. Nic. Wczorajszy dzień pułapka stała cały czas nienaruszona aż dziś rankiem patrze: pudełko leży. Pukam w dno. Cisza. Zero odzewu czy chrobotania zdesperowanej myszy, która bezsensownie próbuje wskoczyć gdziekolwiek, nawet w miejsca gdzie się nie da wskoczyć. Pomyślałam, że jak humanitarne sposoby nie poskutkują będziemy musieli posunąć się do użycia przemocy... a tego bym nie chciała. Jakoś widok komicznie przyciśniętej myszy naprężonym drutem mnie nie cieszy a wręcz obrzydza.
Dzieciaki powoli zaczęły narzucać już swoje codzienne tempo, za którym czasem nie nadążam. Kawa. Kawa jest podstawą egzystencji jeszcze tylko na sekundę do łazienki...
Mysz, myślałam wcześniej, musi pić wodę. Na pewno będzie jej szukać. Nie chciałabym, żeby zdechła gdzieś z pragnienia a potem, by woniła tak jak tylko padlinożercom odpowiada....
Zapalam światło, wchodzę dalej. Mały szary kształt zawirował na dnie wanny. Domyślacie się jakie było moje  zdziwienie na ten widok. Po cichu marzyłam by tak się stało i proszę: marzenia się spełniają. Może wygram dziś lotka?
Mysz wypuścimy dziś z dzieciakami. Już sama jej obecność okazała się być dla obojga przeżyciem. Taka oto domowa przygoda nie mniejsza również i dla mnie.

2 komentarze:

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!