17 kwietnia 2011

Fatal error

Chciało by się rzec "veni, vidi, vici". Veni, vidi owszem ale z vici to już gorzej. Niestety po raz kolejny w moim życiu ufność ludziom okazała się być najgorszą rzeczą na jaką można się odważyć. 
Po przybyciu na miejsce okazało się, że nie mam w moim poczuciu fizycznej możliwości zaprezentowania moich wyrobów, chyba że trzymałabym wszystko w rękach albo położyła na płasko na stoliku. Umówione "meble" rozeszły się nim dojechaliśmy. Nie mogę określić tego co czuję inaczej niż zawód. Smutny zawód. 
Dumą się nie unoszę ale duma nie pozwoliła mi tam dłużej zostać. 
Fatal error a życie toczy się dalej...

4 komentarze:

  1. Oj, to strasznie przykra sytuacja, tym bardziej ,że włożyłaś pewnie mnóstwo pracy w przygotowanie do kiermaszu.Pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  2. eh. nie sympatycznie! ale nie zniechęcaj się. następnym razem na pewno będzie lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie jeden kiermasz przed Tobą. Jak będę wiedziała o jakimś to dam znać!
    W takim razie nie pozostało nic jak pokazać nam na blogu co przygotowałaś!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. He. Było tego trochę ale szybko się rozeszło także tak ;) została mi tylko część. Jak będę miała chwilę na fotografowanie to pokażę to co zostało. A tymczasem szykuję ubranko chrzcielne :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!