14 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść. Rozdział II ♥ Bałtyk


Dzień przed wyjazdem było pochmurno. Pojechaliśmy nad Wigry, potem do Suwałk. Wracając lało jak z cebra. 30 km jechaliśmy chyba dwie godziny. Ale deszcz miał tu mały udział. Remonty. Wszędzie. Nazajutrz mieliśmy zacząć drugi etap wakacji więc wykluczyliśmy ten odcinek drogi z naszej trasy. 
Do Władysławowa jechaliśmy wzdłuż północnej granicy. Piękne krajobrazy. W szczególności Góry Sudawskie. Niestety jak się jedzie czterysta kilkadziesiąt kilometrów przez ponad pięćset z powodu objazdów i remontów i spędza w samochodzie zamiast siedem dziesięć czy jedenaście godzin to nawet najpiękniejsze widoki mogą zbrzydnąć.  Na nic się zdał nasz szczwany plan ominięcia Suwałk...  W Gdańsku byliśmy o 21 a na miejscu jakąś godzinę później. Gdy położyliśmy się spać przed oczami były tylko pachołki i biało czerwone ostrzeżenia na krawędzi drogi. 


Na drugi dzień po śniadaniu poszliśmy na plażę. Dzieciom zasłoniliśmy oczy, wynieśliśmy bliżej morza. Odsłaniamy. Zachwyt :D buzie otwarte, uśmiechy niemal dookoła buzi. To były szalone dni. Zupełnie inne od tych spędzonych w ciszy nad jeziorem. Hartowaliśmy się. Doniesienia wykazywały temperaturę wody poniżej dziesięciu stopni  :D W pierwszym zderzeniu z bałtycką rzeczywistością łamało w kościach. Potem można było przywyknąć ale zanurzenie się powyżej pasa wymagało sporej odwagi. Dosłownie zapierające dech przeżycie. Kąpaliśmy się kilka razy. Tak niska zimna woda była zasługą wschodnich wiatrów wypychających wody głębinowe ku wybrzeżu :D było ekstra :D 
Poza wodą upał. Szybko można było się ogrzać na słońcu. Wszyscy się opaliliśmy nawet dzieci smarowane pięćdziesiątką. Pogoda była fantastyczna. 
Jedliśmy lody, gofry, rybki, wieczorem grill :) Było wesoło jako, że był z nami jeszcze mój brat w rodzinką a na dwa dni dołączyli jeszcze znajomi z kolejną dwójką przedszkolaków. Dużo dzieci, dużo zabawy, dużo gwaru. 
"Na mieście" też duży gwar i szaleństwo straganów, sklepików, butików, knajp czy bud z jedzeniem.
Byliśmy w porcie, płynęliśmy statkiem. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Byliśmy w lunaparku. Jechaliśmy młynem. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Byliśmy w muzeum motyli. Dzieciom się podobało. Mnie też. 
Jechaliśmy pociągiem na Półwysep Helski. Dzieciom się podobało. Mnie też.
Jednego dnia na plaży była mgła . Niesamowity widok. Taki... dziwny. Statki wyglądały jakby unosiły się dwa metry nad wodą. Było widać na jakieś 100-200 metrów. Morze zlewało się z niebem. Nie było horyzontu! Tego dnia zbudowaliśmy zamek.
Następnego dnia bardzo wiało. To była idealna pogoda na czytanie książki na plaży. Nasz zamek zniknął wraz z przypływem. W ruinach innego zamku dzieci zrobiły muzeum kamieni. 
Ostatniego dnia morze, w porównaniu z poprzednimi, było cieplusieńkie niestety czas był wracać do domu. 
Jeżeli usłyszę marudzenie, że Bałtyk jest słaby to nu-nu-nu! Bałtyk jest super. Ma charakter. To morze dla odważnych i wytrwałych. To nie wanna z jacuzzi. Jeżeli ktoś jedzie nad Bałtyk i burczy, że woda zimna to tak jakby ktoś jadąc w Alpy marudził, że za wysoko. Ma być zimno. To już jest północ. Amen.
:)











6 komentarzy:

  1. Tak blisko mnie byliście! :) Cieszę się, że wakacje się udały i załapaliście się na świetną pogodę. Uściski!
    PS: Przesłodkie te Twoje dzieciaczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bisko, blisko. Myślałam o Tobie jak widziałam Wejherowo na mapie :)

      Usuń
  2. Fajnie spędzony czas! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. ... przygoda, przygoda ... każdej chwili szkoda ... a tych w gronie najblizszych szczególnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bałtyk i tylko Bałtyk. Nasze morze jest "najlepsiejsze" :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!