9 maja 2013

Jak mi było tam hen-hen

Podróż udała się. Dzieci wytrzymały te niemal dziewięćset kilometrów w jedną i dziewięćset  w drugą prawie bez piśnięcia. Pomógł nam w tym między innymi pożyczony podróżny telewizorek jak również mnogość ciężarówek i wiatraków, które niemal stały się dla nich pasją. Po przekroczeniu granicy byliśmy zdumieni, że drogi nie prowadzą przez wszystkie możliwe miejscowości napotykane na trasie jak u nas tylko zgrabnie omijane są z daleka. Ilość wiatraków też była dość zaskakująca podobnie jak solary na większości dachów jak i ich pola niewinnie rosnące obok zboża. A i zboże było zdumiewające bo przyzwyczaiłam się do widoku ugorów. Samochody też zaskakujące. U nas widok pana około pięćdziesiątki w kabriolecie uznawane jest za oznakę kryzysu wieku średniego a tam co drugi to lepszy lub starszy i jest to zupełnie normalne. Ceny nas nie zatwożyły. U nas jest nie wiele taniej a czasem nawet odwrotnie...
Moja rodzina mieszka we wsi Bodenburg ale nie przypomina naszych wsi. Pruska zabudowa, czyściutkie ulice, mili ludzie. Gdy byliśmy w parku jeden pan pozdrowił nas w języku niemieckim. Ja odpowiedziałam a mój małżonek odpowiedział po prostu dzień dobry. "Dzień dobry?!" Pan odwrócił się zdziwiony. "A! To jesteście z Polski?" Zapytał pan w swoim języku po czym padło pytanie, którego nie byłam pewna czy chodziło do kogo czy skąd. Później pan wymienił polskie zachodnie miasta z pytajnikiem na końcu. 'Warszawa' odpowiadamy. Pan zrozumiał. Potem padł ciąg wyrazów zawierających nazwę polskiej miejscowości, która mi uleciała i słowo geboren. Pan urodził się w Polsce, zrozumiałam. Później ustaliliśmy, że nie rozumiemy się zbytnio po czym pan po polsku powiedział nam "powodzenia" :)
Żałuję bardzo, że nie mówię po niemiecku. W szkole zdecydowałam się na francuski, z którego umiem prawie zero i to był mój życiowy błąd, który zamierzam naprawić. Przez tydzień mojej obecności w Niemczech nauczyłam się i uświadomiłam sobie znajomości kilkudziesięciu wyrazów. Nie mam bladego pojęcia o budowie zdań i czasach. W mojej rodzinie mówi się po niemiecku w określonych sytuacjach (kto mówi ten mówi) Mój tata mówi biegle po niemiecku. Jest samoukiem. Moja ciocia mieszkająca w Niemczech siłą rzeczy też mówi biegle podobnie jak urodzone w Niemczech moje kuzynki półniemki oraz mąż ciotki- Niemiec z krwi i kości, który mówi, że polski jest bardzo trudny mimo to rozumie wiele i stara się mówić po polsku kiedy to konieczne. W każdym bądź razie ja postanowiłam się nauczyć się języka w jak najbardziej  komunikatywnym stopniu. 
Przyjęty do naszej rodziny Niemiec jest pilotem. Taka pasja. Poza tym buduje swojego własnego dwupłatowca. Tam karmienie swoich pasji  jest na porządku dziennym. Samoloty, szybowce, konie, instrumenty, inne sporty podczas gdy ja żałuję sobie dyszki na motek włóczki... Ale nie o tym miałam mówić. Torsten zabrał nas na przelot samolotem! Takim małym szkoleniowym. Często śniło mi się, że latam ale nawet nie śmiałam o tym myśleć by stało się to faktem. Wrażenie jest jak najbardziej wyśnione niemal identyczne. Przez pierwsze parę minut gdy wznieśliśmy się już dość wysoko nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Tylko ta namacalność przestrzeni jest bardziej wyrazista od snu szczególnie w tak małej maszynie. Piękne chwile jak dla mnie. Zakochałam się w lataniu! Dzień wcześniej mój M powiedział, że nigdy by nie wsiadł do takiego "składaka" ;P
Nigdy nie mów nigdy! 







 Wracając z lotniska zajrzeliśmy jeszcze na starówkę w Hildesheim :)




 Kiedyś powiedziałam, że nigdy nie wyjadę z Polski. Teraz oświadczam, że już nigdy nie powiem nigdy bo gdy tylko nadarzy się okazja wyjedziemy... Oczywiście Polska to moja miłość ale biedna jest tak zszargana a my razem z Nią... Przecież my tylko marzymy by odetchnąć i oddychać z ulgą... czy to tak wiele?
Wrzucam zdjęcia. Nawet ja się napatoczyłam. Okrągły podbródek to efekt bułek na śniadanie z czym zechcę oraz wieczorne grille z regionalnym piwem ;) no i oczywiście optyka ;) Tylko czemu się tłumaczę? ;P
Ostatnie zdjęcie pozostawię bez komentarza :P



Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Dobrego dnia życzę!

ps: A! Poduszka się podobała :)

8 komentarzy:

  1. Piekną mieliście wyprawę. Szczególnie zazdroszczę tego przelotuno i grila :)
    Niestety dopiero jak wyjedziemy z Polski widzimy jak żyje się za granicą i co dla innych ludzi jest normlane. Przykre ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście mam dość grilla ;) dziś na obiad będzie zsiadłe mleko i ziemniaki dla odmiany zamiast kartofli ;P Jutro polski rosół i pojutrze krupnik w konsekwencji rosołu ;P
      Z tą różnicą normalności to zaiste przykre. Ja sama nie wierzyłam, że można żyć lepiej... a jak widać można. Dzięki, za przeczytanie wpisu do końca :P

      Usuń
  2. widzę, że rodzinę masz niedaleko mojej, tylko ja mam bliżej granicę :) gratuluję odwagi w kontakcie ze składakiem :)

    co do poziomu życia można by długo, ale wursta z grilla to ja bym tam chętnie wciągnęła :)
    bardzo fajna idea frauen parkingu - ale czy zauważyłaś, że na cały poziom są to tylko trzy miejsca? podejrzewam, że im z tym dobrze, u nas by się tam pewnie odbywały regularne babskie bijatyki :)))

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej spodobał się grilowany ser. muszę koniecznie u nas taki znaleźć. Co do parkingu chyba bym nie zaparkowała na takim miejscu bo jak dla mnie to nie jest komplement... bo nawet dla inwalidów były dalej... obciach.

      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  3. Widoki boskie ! :)
    Widać, że dobrze się bawiłaś, a ostatnie zdjęcie powaliło mnie na łopatki ;)
    O dziwo - zwykle gdy widze fatalnie zaparkowany samochód po chwili pojawia się obok jego właściciel - mężczyzna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo zrozumiałam, że te miejsca jakieś specjalne, większe etc. były ?

      Usuń
    2. na rozmiar takie same jak inne tyle, że tuż obok wyjazdu ;)

      Usuń
  4. Wybacz mi na początku... ostatnio rzadko latam po blogach, a pisanie komentarzy przez mnie prawie nie istnieje... chyba, że ktoś u mnie go zostawi, wówczas z ciekawością zaglądam do niego :-)
    Jestem zaskoczona i zaszczycona widząc moje strony u Ciebie, dziękuję <3 To tyle rozczulania... ;-)
    Fajnie piszesz... pięknie malujesz... ach... ten niedobór czasowy przy dwójce dzieci jest mi ostatnio doskonale znany... choć... mówi się, że jak masz za dużo roboty, to weź jeszcze jedną ;-)
    Znam ból jazdy daleko, wyczyn to Hiszpania 2600km z 2letnim dzieckiem... hahaha aż nie wierzę, że się na to porwaliśmy!!! Ludzie inaczej tam żyją... nie będę jednak jęczeć...
    Mieszkam od urodzenia po zachodniej stronie Polski, "przy" granicy niemieckiej... tutaj... wszystko ;-) jest poniemieckie... choć już się zmieniło i zaczyna wyglądać coraz lepiej... tych wspominek... urodziłem się... przyjeżdżają, odwiedzają swoje domy... tak... dużo historii. Sama teraz mieszkam w domu z 1936 roku i przy lipie, która ma setki lat... chciałabym, aby dom i drzewo umieli mówić... posłuchałabym :-)
    A latanie... mój M jest paralotniarzem z zacięciem... kiedyś szybownikiem... w przyszłości... lotnikiem? Próbowałam na wszystkim i... najfajniej szybowcem, szum powietrza jest niesamowity. Reszty nie lubię, moim żywiołem jest ziemia i tego będę się trzymać ;-)
    Jeju, chyba u nikogo tyle nie napisałam... Ściskam Cię ciepło

    OdpowiedzUsuń

Twoje słowa karmią mojego bloga. Dziękuję!